Łzy wieczorne.
Łzy nocne.
Łzy w czasie piosenki.
Łzy w łazience.
Łzy podczas trzymania flagi.
Łzy na ulicy i w tramwaju.
Łzy na wykładzie.
czwartek, 24 marca 2011
poniedziałek, 21 marca 2011
*122
Wieczorne płakanie wejdzie mi chyba w nawyk.
Manuel wrócił do Wenezueli, a ja za nim tak bardzo tęsknię!
Każda piosenka, którą razem słuchaliśmy, każde miejsce, w którym razem byliśmy, każde wspomnienie jego słów i gestów sprawia, że w oczach stają mi łzy.
Już nie nazwie mnie "marico"...
Już nie będzie mi wmawiał, że nazwisko "Casillas" wymawia się "Kasidzias"...
Flaga Wenezueli, którą od niego dostałam przypomina mi wszystkie te chwile kiedy był w Krakowie i kiedy odwiedzałam go w akademiku...
Kraków bez niego jest pusty.
Cały czas myślę co też Manuel teraz robi, gdzie jest, o czym myśli...
Nie mogę spokojnie spać, bo mi się śni.
I chociaż są to dobre sny to budząc się rano mam ochotę wyć z rozpaczy.
Wciąż pamiętam każdą chwilę naszego ostatniego spotkania.
To jak razem płakaliśmy objęci.
To jak wspominaliśmy jak się poznaliśmy.
To jak wyróżnił mnie na swojej pożegnalnej imprezie.
To, że byłam jedyną osobą, której wtedy powtarzał "ah, Ana, I love you! I really do!"...
Klub "El Sol" będzie od teraz dla mnie miejscem, gdzie Manuel tańczył ze mną salsę...
To jak wtedy wszedł do klubu i pierwsze co zrobił to podszedł do mnie, "Ana, I show you how to dance salsa! It's easy!"...
Wczoraj kiedy usłyszałam piosenkę "El kilo" o mało nie poryczałam się w tramwaju.
Moja ulubiona knajpka na Kazimierzu "La Habana" stała się nośnikiem najmocniejszego wspomnienia - naszego pierwszego spotkania...
Manuel powiedział, że bardzo chce wrócić do Polski...
Że może uda mu się to w przyszłym roku w sierpniu...
Będę się o to modlić.
Bardzo chcę go jeszcze zobaczyć i dotknąć...
Manuel wrócił do Wenezueli, a ja za nim tak bardzo tęsknię!
Każda piosenka, którą razem słuchaliśmy, każde miejsce, w którym razem byliśmy, każde wspomnienie jego słów i gestów sprawia, że w oczach stają mi łzy.
Już nie nazwie mnie "marico"...
Już nie będzie mi wmawiał, że nazwisko "Casillas" wymawia się "Kasidzias"...
Flaga Wenezueli, którą od niego dostałam przypomina mi wszystkie te chwile kiedy był w Krakowie i kiedy odwiedzałam go w akademiku...
Kraków bez niego jest pusty.
Cały czas myślę co też Manuel teraz robi, gdzie jest, o czym myśli...
Nie mogę spokojnie spać, bo mi się śni.
I chociaż są to dobre sny to budząc się rano mam ochotę wyć z rozpaczy.
Wciąż pamiętam każdą chwilę naszego ostatniego spotkania.
To jak razem płakaliśmy objęci.
To jak wspominaliśmy jak się poznaliśmy.
To jak wyróżnił mnie na swojej pożegnalnej imprezie.
To, że byłam jedyną osobą, której wtedy powtarzał "ah, Ana, I love you! I really do!"...
Klub "El Sol" będzie od teraz dla mnie miejscem, gdzie Manuel tańczył ze mną salsę...
To jak wtedy wszedł do klubu i pierwsze co zrobił to podszedł do mnie, "Ana, I show you how to dance salsa! It's easy!"...
Wczoraj kiedy usłyszałam piosenkę "El kilo" o mało nie poryczałam się w tramwaju.
Moja ulubiona knajpka na Kazimierzu "La Habana" stała się nośnikiem najmocniejszego wspomnienia - naszego pierwszego spotkania...
Manuel powiedział, że bardzo chce wrócić do Polski...
Że może uda mu się to w przyszłym roku w sierpniu...
Będę się o to modlić.
Bardzo chcę go jeszcze zobaczyć i dotknąć...
piątek, 18 lutego 2011
*121
Są takie osoby, o które należy walczyć.
Które stają się celem szczęścia.
Są takie osoby, którym nie wolno pozwolić odejść.
Które sprawiają, że czujesz, że możesz wszystko.
Są takie osoby, które powoli stają się całym światem
I trzeba walczyć, aby być.
Aby żyć.
Aby śnić.
Aby być szczęśliwym.
Które stają się celem szczęścia.
Są takie osoby, którym nie wolno pozwolić odejść.
Które sprawiają, że czujesz, że możesz wszystko.
Są takie osoby, które powoli stają się całym światem
I trzeba walczyć, aby być.
Aby żyć.
Aby śnić.
Aby być szczęśliwym.
piątek, 11 lutego 2011
*120
Znów ten sam ból rozczarowania.
I ta świadomość, że wiedziałam jak to się może skończyć, a mimo to zgodziłam się na to.
Prawie się rozpłakałam wracając do domu.
"Mój optymizm umarł."
I telefon w środku nocy.
Z Włoch.
Najmilsze choć najmniejsze słowa.
Dziękuję.
Ale to jeszcze trochę potrwa zanim znów założę różowe okulary.
Przynajmniej mam taką nadzieję.
I ta świadomość, że wiedziałam jak to się może skończyć, a mimo to zgodziłam się na to.
Prawie się rozpłakałam wracając do domu.
"Mój optymizm umarł."
I telefon w środku nocy.
Z Włoch.
Najmilsze choć najmniejsze słowa.
Dziękuję.
Ale to jeszcze trochę potrwa zanim znów założę różowe okulary.
Przynajmniej mam taką nadzieję.
czwartek, 27 stycznia 2011
*119
Stop thinking!
Stop thinking!
Stop thinking!
Czemu czuję się tak okropnie?
Może dlatego, że nie umiem podjąć decyzji?
A może dlatego, że ją podjęłam, a nie umiem jej mu powiedzieć prosto w oczy?
Stop thinking!
Stop thinking!
Czemu czuję się tak okropnie?
Może dlatego, że nie umiem podjąć decyzji?
A może dlatego, że ją podjęłam, a nie umiem jej mu powiedzieć prosto w oczy?
poniedziałek, 17 stycznia 2011
*118
Jednak to prawda! :-)
Jaki Sylwester taki cały rok :-D
Tyle naprawdę miłych rzeczy mi się przytrafia...
Jeszcze nie płakałam w tym roku ;-) no chyba, że podczas filmu (nie wiem co mi się dzieje :-/).
I jeszcze jeden kroczek i będę Panią Inżynier :-D
I szkoda tylko, że z M. i R. nie jest za dobrze...
Jaki Sylwester taki cały rok :-D
Tyle naprawdę miłych rzeczy mi się przytrafia...
Jeszcze nie płakałam w tym roku ;-) no chyba, że podczas filmu (nie wiem co mi się dzieje :-/).
I jeszcze jeden kroczek i będę Panią Inżynier :-D
I szkoda tylko, że z M. i R. nie jest za dobrze...
niedziela, 2 stycznia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)

